Żaluzje na tylnej szybie kojarzą się dziś z wyglądem amerykańskich muscle carów z lat 60. i 70., takich jak Ford Mustang czy Chevrolet Camaro. Miały jednak też praktyczne zadanie: ograniczały nagrzewanie wnętrza w czasach, gdy klimatyzacja była drogim dodatkiem.
Nie tylko dla stylu
Żaluzje to ciemne, poziome listwy z metalu lub plastiku, połączone w ramę i założone na tylną szybę. Można je było zobaczyć na przykład w Fordzie Mustangu Boss 302 z 1969 roku czy w Chevrolecie Camaro drugiej generacji. Czasem trafiały na coupé o klasycznej sylwetce z wyraźnym bagażnikiem, ale najczęściej na fastbacki, czyli nadwozia z opadającą linią dachu.
Powód był prosty. Duża, mocno pochylona szyba w pełnym słońcu potrafi solidnie rozgrzać kabinę, a pod koniec lat 60. ten typ nadwozia był szczególnie popularny. Klimatyzacja kosztowała dodatkowo, a przyciemniane szyby dopiero raczkowały, więc kierowcy szukali innych sposobów na ochłodę. Żaluzje działały jak okiennice w domu: osłabiały słońce, ale nie zasłaniały światła całkowicie. Dawały też trochę prywatności i nadawały autu twardy, charakterystyczny wygląd.
Od Miury do Mustanga
Metalowe wytłoczenia w blachach, którymi odprowadzano ciepło z silnika, znano już w latach 40., na przykład z Buicków Roadmaster. Najsłynniejszym wczesnym przykładem żaluzji w dzisiejszym rozumieniu jest jednak Lamborghini Miura. Auto zadebiutowało na salonie w Genewie w 1966 roku z plexiglasową osłoną nad 4-litrowym V12 o mocy 350 KM. Inżynierowie szybko zauważyli, że pod taką szybą gromadzi się ogromna ilość ciepła. Projektant Marcello Gandini zastąpił ją żaluzjami i trudno dziś wyobrazić sobie Miurę bez nich.
Inni producenci szybko podchwycili pomysł. Ford już w 1965 roku zastosował stałe metalowe żaluzje na tylnych bocznych szybach Mustanga, a w 1969 roku oferował „Sports Slats” na tylną szybę wersji SportRoof. Rok później Chrysler wprowadził pakiety żaluzji do Dodge’a Challengera i Plymoutha Barracudy. Obie wersje były aluminiowe i zakładano je na szybę, a nie w jej miejsce, jak w Miurze.
Moda, która wraca
W połowie lat 70. w USA można już było kupić zestawy żaluzji do kilkudziesięciu modeli. Chętnie montowano je w japońskich coupé, takich jak Datsun 280Z i Mazda RX-7, często razem z żaluzjami na bocznych szybkach. Popularne pozostały przez całe lata 80. W latach 90. zastąpiły je przyciemniane szyby i gładkie, aerodynamiczne nadwozia, ale dziś znów wracają do łask.
- Lamborghini nawiązuje do żaluzji z Miury w modelach Temerario i Revuelto.
- Chevrolet stosuje je w Corvette C8 ZR1.
- Zestawy dostępne na rynku dodatkowym pasują do wielu aut, od Toyoty GR86 po BMW serii 4.
Co z tego dla polskiego kierowcy
W Polsce oryginalne muscle cary z żaluzjami to rzadkość, ale na zlotach klasyków i wśród importowanych aut z USA można je spotkać. Dla fanów tuningu ciekawsze jest to, że żaluzje wciąż da się kupić do wielu współczesnych modeli. Jeśli rozważasz taki dodatek, sprawdź, czy nie ogranicza on widoczności do tyłu, i zapytaj diagnostę lub sprzedawcę, czy jest dopuszczony do ruchu w Polsce i w UE. Przepisy dotyczące zmian w pojeździe bywają restrykcyjne, a artykuł nie rozstrzyga, jak wygląda to w przypadku konkretnych zestawów.
Źródło: Carscoops – „Why Did Dodge, Ford, And Other Muscle Cars Use Window Louvers?”
